Stories of Tita

2 listopada 2017


Opowieść na Zaduszki czyli stara rosyjska bajka o cebuli



Pewnego dnia zmarła kobieta, która przez całe swoje życie nienawidziła wszystkich dokoła. Jej zatroskany anioł stróż, nie bardzo wiedział jak jej pomóc. Co gorsza diabły, nie czekając nawet na sąd ostateczny, porwały ją i wrzuciły do jeziora ognistego. Trafiały tam wszystkie dusze oczekujące na piekło. 

31 października 2017

The Story of Jack O’Lantern



Once upon the time on the edge of a huge forest there was a little village. People who lived there were gentle and kind to each other but very poor.

29 października 2017

 The Stone Cutter 


There was once a stone cutter who was dissatisfied with himself and with his position in life. 

27 października 2017

Straszyć czy nie straszyć opowieściami nie z tej ziemi


 Sama będąc dzieckiem uwielbiałam  opowieści o duchach. Potrafiłam słuchać tych samych rodzinnych historii dziesiątki razy i za każdym razem czuć ten przyjemny dreszczyk.

21 października 2017



Islandia - nic dziwnego, że mieszkają tam elfy 




Nasza wyprawa na Islandię była szalona i spontaniczna jak życie osiemnastolatka. 

7 października 2017

Kurz czyli nie dajmy się zwieść perfekcyjnym paniom domu



 Super tekst znalazłam w angielskim internecie:

'A house becomes a home when you can write 'I love you' on the furniture.'

I dalej, praktyczna porada, że warstwa kurzu chroni drewno.
Celowo piszę to wczesnym sobotnim popołudniem co by uchronić niestety już nie siebie. Jestem już po porządkach i nie znajdę miejsca na napis: I love You na  parapecie. 

Ale za to krótki wiersz biały w stylu anglosaskim:

Życie jest krótkie, więc ciesz się nim !
Odkurzaj jeśli musisz, ale ...

Dust if you must,

But the world's out there with the sun in your eyes
,
The wind in your hair, a flutter of snow, a shower of rain.

This day will not come around, again.

Dust if you must ,

But bear in mind, old age will come and it's not kind.


/Hi, hi, hi – komentarz polski/
. .


And when you go - and go you must -
you, yourself will make more dust!


Share this with all the wonderful friends in your life.


No właśnie dzielę się z Wami Kochani i lecę na imprezkę do mojej siostry.

4 października 2017

Dziadek Franek

Dziś  imieniny Franciszka. Imię to kojarzy mi się z moim wielkiej cierpliwości i "oazą spokoju" dziadkiem. 


Nigdy nie zapomnę naszych eksperymentów związanych z chrapaniem Dziadka Franka. Mogłyśmy gwizdać, ciągać go za nos. A świętej cierpliwości Dziadek tylko łagodnie nas upominał i przewracał się na drugi bok. Chociaż teraz wiem, że mógł być bardzo zmęczony. Do dziś pamiętam jego powykrzywiane od pracy dłonie, obwijające nam w gazety jajka prosto od kurek, gdy na czas nieobecności Babci musiał na pół roku przejąć wszystkie jej obowiązki.
Z bardzo wczesnego dzieciństwa mam mgliste wspomnienie, jak wracając z sianokosów na wozie pełnym siana i dzieci, nagle poniosły  konie i wszyscy wylądowaliśmy w rowie. Dopiero po latach zdałam sobie sprawę jak było to niebezpieczne.  
Dziadek choć raczej małomówny, potrafił jednak nas od czasu do czasu zaskoczyć jakąś mrożącą krew w żyłach opowieścią, najczęściej o duchach. Najlepiej pamiętam historię o dwóch kolegach, którzy umówili się, że który pierwszy umrze ten przyjdzie i powie czy jest rzeczywiście życie pozagrobowe czy nie. Pewnego wieczora jednego z nich obudziło głośne ujadanie psa za stodołą. Myśląc, że to złodzieje chwycił siekierę i wyszedł pogonić nieproszonych gości. Okazało się, że był to przyjaciel z wieścią, że życie po drugiej stronie jest i z pretensjami, że szczuty jest psem i witany siekierą. Oczywiście następnego dnia okazało się, że kolega umarł tej nocy.
Inna opowieść dotyczyła bożonarodzeniowej nocy. Zawsze po wigilii dziadek szedł do obory i stajni  z opłatkiem do swoich koni i krów. Zapewniał, że tej nocy zwierzęta naprawdę mówią ludzkim głosem, ale jednocześnie przestrzegał, aby przypadkiem nie podsłuchiwać. Podobno, kiedyś pewien ciekawy gospodarz przyczaił się by posłuchać tej mowy i znaleziono go  następnego ranka, niestety, nieżywego. Mimo tej opowiastki co roku w wigilię planowaliśmy noc w oborze i już w samym planowaniu było tyle ekscytacji, że na szczęście na tym się nasza wyprawa kończyła. 
Nigdy nie słyszałam, aby dziadek z babcią się kłócili, ale na pewno święci nie byli i nieporozumienia musiały być. Po takiej cichej  awanturce, dziadek rozpoczynał swoje gniewy i przechodził na strajk głodowy. Ostentacyjnie odmawiał obiadu i pozostawał o chlebie i mleku.
Babcia, kiedyś już po śmierci dziadka opowiadała mi, że dziadek nigdy nie nazywał jej po imieniu. Musiało jej być z tego powodu trochę przykro, ale przypominaliśmy jej wtedy dziadka śpiewy pod tak zwanym wpływem: „Piorun strzelił w brzezinę / Olcia (imię babci) rączki złożyła  / Ratuj Franuś bo ginę”. Dziadek każdy taki alkoholowy eksces okupywał migrenami. Jednym słowem nie miał głowy do picia i zawsze pełen empatii opowiadał inna nieziemską historyjkę. Otóż, tej samej nocy zmarło dwóch mężczyzn: pijak i zawsze szanujący swe zdrowie abstynent. U wrót nieba Św. Piotr z honorami przepuścił pierwszego pijaka. Pełen pretensji szanowany obywatel zaczął się awanturować. Święty Piotr miał łagodzić i tłumaczyć jak ciężkie musiało być życie ochlajtusa, że musiał wspomagać się gorzką trucizną.
Ciekawa historia łączy się z urodzinami dziadka Franka. Otóż, prababcia Aleksandra miała problemy z donoszeniem ciąży, i jak to mówiono dzieci jej się nie chowały (troje  zmarło w niemowlęctwie). Zrozpaczona udała się do kościoła Ojców Kapucynów i obiecała, że następne, które się urodzi będzie miało na imię Franciszek lub Franciszka i będzie chodzić w habicie z kapturem i przepasanym  sznurem. Tak też się stało. Dziadek Franek podobno jako dziecko doznał wielu przykrości od rówieśników w związku ze swoim oryginalnym strojem. A prababcia   miała jeszcze pięciu synów i dwie córki- moich wspaniałych stryjków: Zygmunta (zmarł w czasie wojny), Olka, Mietka, Mańka i Heńka  i cudowne ciocie: Hanię i J
Jadzię.
Tu Dziadek Franek taki normalny około roku 1985 ze swoją najmłodszą Córką Mariolą i Wnuczką Martą.