Stories of Tita: lipca 2017

26 lipca 2017

Św.Anna i wróble

Bardzo lubię imię Ania. Noszą je liczne fantastyczne kobiety i dziewczęta, które znam i mogę śmiało powiedzieć cytując klasyka, że wszystkie Anki to fajne dziewczyny.

źródło:https://pl.wikipedia.org/wiki/malowidło z Faras


No cóż, Anna (hebrajskie Hanna-łaska) to jedno z najpopularniejszych imion w Polsce. Było to też imię mamy Maryi i pewnie tylko najstarsi pamiętają, że dawniej dzień św. Anny obchodzono jako Dzień Matki, przekazując sobie opowieść o jej tęsknych modlitwach o dziecko.
A oto i ta historia znana z Protoewangelii Jakuba, apokryfu, który powstał zaledwie sto lat po ewangeliach.

Św. Anna  i wróble

Choć Anna mogła być wzorem dobrej żony, a ich małżeństwo z Joachimem było bardzo szczęśliwe, to jednak przez 20 lat nie doczekali się potomstwa. W kulturze żydowskiej brak dziecka uważany był za hańbę i karę Bożą. Para w pokorze znosiła tą niesławę, tylko w modlitwie przed Bogiem wyjawiając swój smutek. 

21 lipca 2017

Opowieść o wolności - the freedom song

Dzisiaj krótko i na temat czyli opowieść „The freedom song”. Bez tłumaczenia, bo przecież nawet dzieci wiedzą, że freedom to nie wolna chata, tylko coś znacznie innego.

źródło: http://favim.com/image/5182281/

Dawno, dawno temu żył sobie pyszny i hardy myśliwy. Pewnego razu idąc przez las zobaczył przepięknej urody ptaszka z błyszczącym złotym dzióbkiem, zielonymi skrzydełkami i czerwonym ogonkiem. Ptaszek szczęśliwy latał z gałęzi na gałąź i ćwierkał wesoło: „Na-na, na-na-na.”

18 lipca 2017

Opowieść z Camino de Santiago

Dziś rano Facebook zaproponował mi opublikowanie wspomnienia z przed roku, czyli dojście do Santiago.


Pamiętam, przede wszystkim moje uczucie - typowe„feeling bottled” gdy na mszy dla pielgrzymów byliśmy świadkami odpalenia i rozhuśtania ogromnej kadzielnicy. To samo  czuł mój małżonek. Zgodnie stwierdziliśmy, że prawdziwe jest powiedzenie: Caminando es el camino / Sama wędrówka jest drogą

12 lipca 2017

Zygdzig Mig  czyli jak powstają opowieści


Jako początkująca bloggerka w średnim wieku postanowiłam dziś wyjąć  wszystkie swoje zapiski, pamiętniki, kalendarze z opowieściami i olaboga !
Na półmetku akcji mój najmłodszy syn skomentował: No mamo- jest „kontent”...



Rzeczywiście kontent analogowy mam, tylko jak to teraz scyfryzować z głową.
Podświadomość podpowiedziała: Pisz tylko szczerze i z dobrą intencją.
Praktyczna świadomość zmusiła do działania. Postanowiłam uporządkować nazwijmy to archiwum.
Jako osoba roztrzepana, acz w miarę zrównoważona  przypomniałam sobie o pewnym kalendarzu z 2014 roku, który już nie raz miałam wyrzucić na makulaturę, ale jak krawiec  Zygdzig Mig w porę się powstrzymałam.

10 lipca 2017

Skarpety - czyli czy rzeczy mają prawo do nowego życie we dwoje i jak tego dokonać


Obudziłam się dziś rano z myślą, że oto dziś napiszę pierwszego posta na mojego bloga.
Zamierzałam zacząć jakąś opowieścią, w nawiązaniu do zdjęcia w tle czyli: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami..... . I tu jak zwykle samo życie. W drodze do laptopa natknęłam się na górę skarpet. To zajęcie pochłonęło mi co najmniej  pół godziny życia i niestety nie zakończyło się pełnym sukcesem, ale za to głęboką refleksją:

Najfajniejszym skarpetom zawsze dziwnie szybko ginie ta druga od pary.


 Ktoś kto kiedykolwiek segregował pranie wie o czym mówię i rozumie uczucia: złości-jak to możliwe. Jak wiemy złość jest emocją bardzo dobrą i przydatną. Gdybyśmy się nie „wkurzali” regularnie  nie byłoby postępu i najprawdopodobniej dalej bylibyśmy jaskiniowcami.
Przejdźmy jednak do skarpet, a raczej do życiowych skarpetowych porad. Co robić ?

Rada nr 1 – dla leniwych

Zostawić bałagan w skarpetach, wierząc, że zawsze się jakieś dwie znajdą.

Zaleta: Nie marnujesz czasu, zdajesz się na los. Jesteś ufny i zdystansowany.

Wada: W końcu chaos w skarpetach i ich powiększająca się sterta sprawi, że nerwy puszczą. Znając życie problem znalezienia drugiej pary wyniknie tuż przed jakimś ważnym życiowym momentem.

Rada 2 – czasochłonna, wymaga cierpliwości

O Mnie

Witam,
uwielbiam opowieści.

Gdy w styczniu 1990 roku wyjechałam na tzw. saksy do USA, starłam się z brutalną rzeczywistością. Ja - wówczas młoda, pełna ideałów studentka, prosto z wykładów z filozofii, psychologii itd. trafiłam w nowojorskie towarzystwo kuzynów, z którymi dzieliłam niedolę emigranckiego życia. Na dodatek w Polsce zostawiłam Moją Miłość- przyszłego męża.

Było ciężko. W ramach pocieszeń i nauk życiowych często słyszałam żarcik: „Życie to nie je bajka, życie to je bitwa.” Nie było to dla mnie zabawne.

Dziś wiem, że życie może być bajką. I tak jak w każdej dobrej bajce czasami trzeba zawalczyć i nie raz się zranić niestety. Wierzę, że to jaka będzie nasza bajka zależy od nas.

Dlatego aby odnosić mniejsze rany i wiedzieć jak żyć (hihihi ) zbieram dobre opowieści i lubię się nimi dzielić. Zapraszam do lektury i komentowania


Beata Winko-Rubio

Loving wife and mum of three young adults, teacher, passionate about storytelling and education – po angielsku to trochę lepiej brzmi ;)