Stories of Tita: sierpnia 2017

22 sierpnia 2017

Stoicyzm - czy to się opłaca czyli jak przetrwać burze - dwie historie ku refleksji ;)
źródło:www.tapety-tablet.com/
Stoicyzm najczęściej kojarzy nam się z biernością, a czasami nawet z apatią. Nic bardziej mylnego. Starożytni stoicy uważali, że światem kieruje pewna rozumna siła i często nie mamy wpływu na zatrzymanie biegu rzeczy. W obliczu szalejącej burzy czy innej klęski lub życiowego nieszczęścia często jesteśmy bezradni.
Mówiąc krótko nie warto się miotać, poddawać emocjom czy szukać winnych. Według filozofii stoickiej musimy pogodzić się ze światem co jednak nie oznacza rezygnacji z działania.
I tu posłużę się historią o sterniku w czasie burzy. Nie poddaje się on lękom przed wiatrem i grzmotami, nie denerwuje się na innych żeglarzy i nie wyklina ich brawurowego i niebezpieczne zachowania. Skupiony, spokojnie  analizuje i reaguje  na zmieniające się warunki by w końcu bezpiecznie zacumować w porcie. Podczas akcji nie myśli, że działanie jego może budzić podziw, nie traci też czasu na strach przed porażką. Wie, że nie może wstrzymać burzy, ale po prostu robi to co należy.

12 sierpnia 2017

Człowiek z książką czyli co robić, aby czuć się spełnionym i szczęśliwym. 

źródło:http://favim.com/image/
Był raz sobie człowiek, który bardzo chciał mieć pewną książkę. Zobaczył ją na wystawie w księgarni. Była wyjątkowo piękna. Taka, którą rzadko się spotyka. Człowiek nie mógł jej kupić tak po prostu, od razu, bo była zbyt droga. Musiał wiele dni pracować i odkładać , aby wreszcie ją mieć.
I w końcu przyszedł ten dzień … i kupił to o czym tak marzył. Był szczęśliwy, że w końcu ją zdobył. 
Jakiś czas później odwiedził go przyjaciel. Zastał go siedzącego przygaszonego z piękną książką leżącą na stole.
— O, widzę, że masz nareszcie tę książkę, której tak pragnąłeś, ale dlaczego jesteś taki ponury? – zapytał. 
— Smutno mi – odparł . — To prawda, że marzyłem o niej (spojrzał na książkę), ale im dłużej jej się przyglądam, tym coraz bardziej mi smutno i jeszcze bardziej mi czegoś brakuje…
— Przecież ją w końcu masz  – O to ci przecież chodziło?!
— Nie wiem – zdawały się odpowiadać jego  oczy.
Przyjaciel przyjrzał mu się uważnie. Przyjrzał się przepięknej książce, którą trzymał w dłoniach  i w końcu zapytał:
— Masz super książkę – dlaczego nie zaczniesz jej  po prostu czytać?
Człowiek otworzył książkę. Spojrzał do środka, a w jego oczach pojawiły się łzy:

— Nikt nie nauczył mnie czytać – powiedział.



Morał: Uczmy się dostrzegać i cieszyć z tego co osiągnęliśmy, nawet z tych małych rzeczy bo jak mówią słowa popularnej piosenki "wzór na szczęście w nich zapisany jest". 
Czy ktoś zna jakiegoś dobrego nauczyciela, bo ja tak. Polecam mojego kota Chico. Jest królem domu i mruczy z zadowolenia jak traktor przy byle okazji. Wystarczy na przykład podrapać go za uchem ;)




6 sierpnia 2017

Przedziwna historia o dwóch siostrach czyli śląska Balladyna
Każdy ma jakąś bajkę z dzieciństwa, która z bliżej niewiadomych powodów zapadła mu w pamięci. Ta śląska powiarka Gustawa Morcinka jest  bajką, której daleko do politycznej poprawności współczesnych opowieści dla dzieci. Oto moje opracowanie historii, którą kiedyś czytała nam mama.    

Były raz dwie siostry. Tej starszej było na imię Placyda, a ta druga młodsza, nazywała się Stazyjka. Placyda była piękna, lecz Stazyjka  według  Placydy była jeszcze piękniejsza. Placyda miała czarne włosy, czarne oczy, różane policzki i była ponura. Gdy szła ścieżką przez las wszystkie ptaki milkły. Jedynie gawrony darły się i krakały bardzo szpetnie. A gdy szła przez ogród lub łąkę kwiaty mdlały i więdły.
- Czemu siostrzyczko jesteś taka ponura? –pytała nieraz Stazyjka

- Daj mi spokój ty małpo zielona ! – odburkiwała Placyda

A trzeba wiedzieć, że Stazyjka nie była wcale podobna do zielonej małpy.
Tymczasem w dalekim kraju mieszkał królewicz o imieniu Janek. Ojciec jego , król Szłapeta III, miał z nim sto kłopotów bo Jankowi nie podobała się żadna księżniczka. Jedna była zezowata, inna kulawa, trzecia garbata, czwarta się jąkała, piąta była skąpa, szósta gadatliwa, siódma chrapała, ósma nie umiała do trzech zliczyć, dziewiąta znowu wszystkie rozumy pozjadała.
Cóż było robić nadworny astrolog  spojrzał w gwiazdy i tam odnalazł na niebie bliźniaczą gwiazdę królewicza - gwiazdę Stazyjki. Janek wyruszył na jej poszukiwanie.
Jechał, jechał i jechał i próżno się o Stazyjkę dopytywał. Dopiero za dziewiątą górą spotkał  pustelnika z długą białą brodą, który świetnie dogadywał się ze srokami plotkarkami i obiecał wysłać je na zwiady. Sroki gdy wróciły gadały jedna przez drugą, że to i tamto, że to okropnie daleko, że na drodze czai się szpetny smok, że w lesie siedzi dwunastu rozbójników, że trzeba przepłynąć wielkie morze, lecz w tym morzy jest olbrzymi wieloryb- ten sam co połknął Jonasza i tylko czeka na następnego śmiałka.
 Królewicza jednak to nie przestraszyło zwłaszcza, że dowiedział się, że iść warto bo za morzem w nędznej chałupinie pod lasem mieszkają dwie siostry Placyda i Stazyjka. I że ta Placyda wymyśla Stazyjce od zielonej małpy i obiecuje jej oczy wydrapać, Stazyka zaś uśmiecha się i na każde słowo Placydy odpowiada dobrym słowem i uśmiechem.
Sroki objaśniły Jankowi drogę, skrzecząc, że ma iść prosto, cały czas za własnym nosem, a smokowi, rozbójnikom i wielorybowi ma mówić, że szuka Stazyjki. Zapewniały, że wszystko będzie dobrze, musi się tylko strzec zdrady.
Janek podziękował pustelnikowi i srokom i pojechał prosto za nosem. I znów jechał z miesiąc cały, aż dotarł do krainy smoka. Królewicz choć widział już mnóstwo smoków, lecz takiego brzydala z łbem ropuchy i kaczymi stopami jeszcze nie spotkał. Jednym słowem straszydło na wróble, a nie smok. Smok zjadłby od razu Janka na śniadanie, ale udało mu się na szczęście wykrztusić, że szuka Stazyjki. I to magiczne imię sprawiło, że smok się rozanielił. Dopytał się czy chodzi mu o tą piękną dziewczynę, która wybiera mu pchły z  grzbietu, a jak się uśmiechnie to niebo się otwiera. Upewniwszy się, że mówią o tej samej osobie, smok kategorycznie nakazał Jankowi jechać szybko, żenić się ze Stazyjką i strzec się Placydy i zdrady.
Królewicz pojechał więc znów prosto za nosem w las. Nie ujechał nawet mili, gdy zza krzaków wyskoczyło dwunastu kostropatych, kudłatych i szczerbatych rozbójników z pijackimi nochalami. Janek się trochę zdziwił, bo choć gęby mieli zakazane, to jednak ubrani byli w białe uprasowane koszule, pięknie połatane spodnie, a najstarszy miał nawet krawat pod szyją.
I znów ta sama historia. Ledwie Janek wymówił imię Stazyjki a już wszyscy zaczęli wzdychać, przewracać oczami z zachwytu. Okazało się, że wszyscy kochają się w Stazyjce, której oczy to kawałki nieba, a gdy się uśmiechnie to jakbyś beczkę wina wytrąbił za jednym zamachem. I z anielskimi uśmiechami zaczęli opowiadać dalej Jankowi jak to Stazyjka zabrania im kląć, chlić, jak pierze i łata ich koszule i namawia aby wstąpili do zakonu i klepali pacierze.
Gdy rozbójnicy dowiedzieli się, że Królewicz chce ożenić się ze Stazyjką, zaczęli przestrzegać go przed Placydą –czarownicą, która zamienia  im wino w zwykłą wodę, nasyła na nich robactwo, a ludziom płata jeszcze znacznie gorsze psoty. Kazali Jankowi strzec się zdrady i Placydy.
Po tej miłej dżentelmeńskiej rozmowie Królewicz pojechał dalej prosto za swoim nosem by odszukać Stazyjkę. Zatrzymał się dopiero na brzegu morza i dumał jak przedostać się na drugą stronę. I  niechybnie stałby się obiadem wieloryba gdyby znów w porę nie wymówił  imienia Stazyjki. Okazało się, że uratowała ona wielorybowi życie gdy jej sprytna złośliwa siostra złowiła go na wielką wędę i chciała zasolić w beczce jak śledzia. Gdy wieloryb dowiedział się, że Janek jedzie prosić Stazyjkę o rękę wsadził go na grzbiet i pożeglowali na drugi koniec morza. Tam zostawił Królewicza mówiąc, że do domu Stazyjki ma już niedaleko i by strzegł się zdrady i Placydy.
Janek wskoczył na konia i ruszył prosto za nosem ku białej chatce Stazyjki i jej ponurej złej siostry Placydy, gdzie czerwieniły się malwy, żółciły dziewanny, a w oknie wdzięczyły się ułanki, czyli fuksje. 
Zdziwił się nie na żarty gdy tuż przed domem spotkał witającą go procesję, z kruczowłosą dziewczyną śpiewającą zachrypłym głosem coś o kołaczach i winie. Domyślił się, że to Placyda i osłupiał gdy ta rzuciła mu się na szyję i zaczęła przemowę jak to strasznie pragnie być jego królową, siedzieć na złotym tronie, otruć muchomorami jego ojca Szłapetę III i panować. Opowiedziała, że Stazyjka to latawica, poszła do lasu i przepadła. Może skubie pchły smokowi albo robi pranie rozbójnikom. Janek wpadł do chatki Stazyjki. A tam rzeczywiście znalazł starą matkę, która zalewała się łzami wspominając Stazyjkę, po której ślad zaginął jak poszła z Placydą na maliny.
Królewicz teraz już wszystko zrozumiał. Pociemniało mu w oczach z okrutnej żałości. Złamany na duchu dosiadł swego rumaka, zdał się na jego wolę i płacząc nie zauważył, że w gęstym   lesie zaszedł mu drogę stary drwal z siekierą.
Drwal tknięty litością kazał Jankowi natychmiast przestać beczeć i zapewnił, że Stazyjka żyje, po czym wręczył Królewiczowi siekierę aby drzewa ścinał.
Plan drwala był taki, że on będzie medytował ze srokami jak odzyskać Stazyjkę, a Janek w tym czasie będzie drzewa rąbał i korona mu z głowy nie spadnie, bo on już nie takich królów widział. I tu rozpoczął opowieść jak to zwiedził pół świata i widział jednego króla jak pasł kozy pod swoim zamkiem, drugiego co sam deptał kapustę w beczce, a trzeciego orżnął w karty.
Tak więc biedny Janek odwiesił zbroję i hełm z pawim piórem i całymi dniami walił siekierą i popluwał w dłonie. A co walnął, choć ręce mu puchły i w krzyżu łupało, radował się myślą, że z każdym cięciem przybliża chwilę, w której odzyska Stazyjkę.
Tak tez się stało. Drwal nie próżnował. Wywiedział się, że Placyda zamieniła siostrę w kalinę i kwestią czasu i wytrwałości jest odszukać ten właściwy krzak. Wpadli też na pomysł aby robić fujarki z kalinowych gałęzi. Wierzcie lub nie ale w końcu jedna z fujarek smętnie zanuciła dziewczęcym głosem:
Graj Janeczku graj Bóg ci pomagaj !
Po czym kalina zaszumiała i zamieniła się w śliczną jasnowłosą Stazyjkę.
Co się potem działo trudno opisać. Dość, że drwal beczał ze wzruszenia, a Janek i Stazyjka szeptali uskrzydlone słowa, patrzyli  sobie w oczy i tak im było jakby niebo się otworzyło.
Na drugi dzień wrócili do domu i dali Placydzie piszczałkę, Która wyśpiewała słowa:
Graj siostrzyczko graj Bóg cię pokaraj !
Słysząc to Placyda wezbrała taką złością, że diabli ją wzięli i pękła  jak purchawka.
A potem już było wesele takie jakiego jeszcze na świecie nie było. Najbardziej cieszył się król Szłapeta III i z tej radości wytrąbił siedem beczek wina.
I ja tam byłam miód i wino piłam, a co widziałam i słyszałam wiernie tu opisałam. 

Opracowane na podstawie bajki „Przedziwna historia o dwóch siostrach” ze zbioru
„Przedziwne śląskie powiarki” wyd. przez Nasza Księgarnia 1967

Ku przestrodze: Z wiadomych względów nie czytać siostrom, z których jedna jest brunetką, a druga blondynką. Istnieje możliwość próby identyficji z jedną z bohaterek i późniejszego, choćby w żartach, rzucania wyzwisk typu: "ty Stazyjko jedna" lub "odpuść Placydo".

2 sierpnia 2017

Jak żyć ;)

Kiedyś dawno, dawno temu znalazłam w sieci tzw. łańcuszek. Z zasady nie przesłałam dalej. Z perspektywy czasu widzę, że niektóre rady są bardzo praktyczne i mogą być inspiracją do dobrych opowieści. Polecam, bez obowiązku: prześlij dalej. 


    
WSKAZÓWKI NA LEPSZE ŻYCIE:
  • Dawaj ludziom więcej, niż mogliby się spodziewać i rób to z przyjemnością.
  • Naucz się na pamięć swojego ulubionego wiersza.
  • Nie wierz we wszystko, co usłyszysz, nie wydawaj wszystkiego, co masz i nie śpij tyle, ile byś pragnął.
  • Kiedy mówisz kocham, mów to na serio.
  • Kiedy mówisz przykro mi, patrz w oczy rozmówcy.
  • Ożeń się nie wcześniej niż po sześciu miesiącach narzeczeństwa.
  • Nigdy sobie nie żartuj ze snów innych ludzi.