Stories of Tita

3 sierpnia 2026

Dlaczego komary brzęczą i gryzą, a jaskółka lata z rozdartym ogonem



Komar brzęczący /Culex pipiens - źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Komar


Ostatnio komary dają się we znaki. Warto więc zbadać temat czemu są takie cięte ;)
Odkryłam w pewnej legendzie z "Klechd Polskich", autorstwa Stanisława Dzikowskiego, całkiem logiczne wytłumaczenie nie tylko dlaczego komary gryzą, ale czemu też bzyczą. Opowieść była stara i trochę przydługa. Uwspółcześniłam ją nieco i skróciłam i ... zaraz wam całą prawdę wyłuszczę. 
Otóż wszystko zaczęło się od potopu i arki Noego. Jak wiemy przez wiele dni deszcz lał bez przerwy. Nad ziemią poczęły unosić się wielkie wody. Noe wprowadzał więc do arki wszystkie zwierzęta po parze. Tylko żona jakoś wchodzić nie chciała.
- Na Boga wchodźże! - wołał Noe - Chodźże do diabła! - ponaglał.
Żona w końcu weszła, ale wraz z nią dostał się i diabeł. Nikt go nie poznał, bo przybrał postać małej myszki. 
Będąc już w środku postanowił ród ludzki zupełnie zniszczyć. Wygryzł dziurę w podłodze arki. Na szczęście jeden z wielu czołgających się płazów - żmija spostrzegła diabelską sztukę. Szybko i zgrabnie wsunęła ogon w szczelinę, zatamowała bijącą wodę i ocaliła od niechybnej zagłady stworzenia w arce. Pan Bóg zadowolony postanowił spełnić każde żmii  życzenie. 
A miała ona ochotę wypijać z istoty żyjącej krew, która jest najsmaczniejsza. 
— Niech się stanie według twego życzenia — rzeki Pan Bóg. Skoro jednak żmija tylko pełzać potrafiła, poprosiła komara, żeby ją wyręczył i zbadał smak krwi. Komar chętnie się zgodził, i zaraz też zabrał się do roboty,  przelatując z jednego stworzenia na drugie. Każdemu ostre żądło zapuszczał i próbował smaku. Po wielu próbach wiedział już dobrze, że nie ma nic lepszego nad krew ludzką. Z tą wiadomością poleciał do żmii. Po drodze spotkał jaskółkę. 
Kiedy zaczęli gwarzyć ze sobą o tym i o tamtym, komar wypaplał swój sekret. Jaskółka zawsze ludziom przyjazna rzuciła się na komara lotem błyskawicy i wyrwała mu język z gardzieli. Potem lecieli razem i razem znaleźli żmiję. Komar starał się powiedzieć, co miał do powiedzenia, ale bez języka stać go było tylko na brzęczenie. Brzęczał i brzęczał, ale nikt go nie rozumiał. Ani żmija, ani Pan Bóg. Wtedy jaskółka, niby mowy komara świadoma, zaczęła opowiadać, że wedle niego najsmaczniejszą krew mają żaby. Pan Bóg tedy nakazał, aby żmija odtąd pijała krew żabią. Nie podobało się to wszystko gadzinie.
„Tu musi być jakieś oszukaństwo“ - pomyślała. W zapalczywości syknęła jadowicie i z błyszczącymi ślepiami rzuciła się na jaskółkę. Ptaszyna ledwo umknęła jadowitej paszczy. Żmija zdołała tylko wyrwać jej kilka piórek z ogona. 
Na rozkaz Boga, na wieczną rzeczy pamiątkę, u jaskółki został rozdwojony ogon. 
A komar? Bez języka, brzęczy wciąż i brzęczy, zapijając przy każdej okazji ludzką krew.

P.S. Oryginał legendy znajdziecie tu na stronie 107 zdigitalizowanych "Klechd Polskich":

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz