Opowieść o mojej Siostrze
Nadarzyła się super okazja - niedawny Dzień Siostry i również jej okrągłe urodziny. Mogę, więc, bezkarnie napisać opowieść o tym jak to jest ona naszą dobrą gwiazdą. Oberwę na pewno za to niezłe cięgi, ale co tam.
Zanim przejdę do sedna zacznę opowieścią. Długo szukałam takiej, która byłaby idealna i w jakiś sposób nawiązywała do licznych talentów i przymiotów Jubilatki. W końcu znalazłam jedną taką w "Opowieściach na dobranoc dla młodych buntowniczek". Mimo swoich już nie nastu lat Siostra nadal nie przestała nią być. Buntuje się przeciw każdej niesprawiedliwości, a poza tym przeciw snobizmowi, konsumpcjonizmowi, materializmowi i jeszcze kilku rzeczom.
No dobra, ale do brzegu, i do opowieści na ten ważny dzień. Jest to historia Nanny z Ludu Maronów.
Posłuchajcie ...
W XVIII wieku żyła na Jamajce Afrykanka królewskiego pochodzenia, która uciekła z niewoli. Nazywała się Nanny i była przywódczynią zbiegłych z plantacji trzciny cukrowej niewolników zwanych Maronami.
Jamajkę okupowali wówczas Brytyjczycy i to oni przywozili na Wyspę złapanych w Afryce ludzi. Traktowali ich naprawdę bardzo źle. Ten los dzieliła z nimi królowa Nanny, która nade wszystko pragnęła wolności dla siebie i swojego ludu.
Pewnego dnia zrealizowała swój plan. Uciekła wraz z innymi niewolnikami i poprowadziła ich w góry, gdzie zbudowali osadę zwaną Nanny Town.
Jedyna droga do ich kryjówki prowadziła wąską ścieżką przez dżunglę. Królowa Nanny nauczyła Maronów maskować się liśćmi i gałęziami.
Gdy żołnierze brytyjscy maszerowali gęsiego przez dżunglę, nie mieli pojęcia, że są otoczeni. Tymczasem na dany sygnał drzewa wokół nich ożywały i przystępowały do ataku.
W Nanny Town nie wszystko jednak szło gładko. Mieszkańcy głodowali.
Pewnej nocy, gdy osłabiona z głodu i przejęta losem swych ludzi Królowa Nanny położyła się spać, przyśnił jej się jeden z przodków.
- Nie martw się - powiedział - Pożywienie jest pod ręką.
I tak było. Rano odnalazła w kieszeni pestki dyni. Posiała je na zboczu góry i wkrótce jej plemię miało pod dostatkiem jedzenia.
Od tamtej pory wzniesienia w pobliżu Nanny Town nazywa się Dyniową Górą.
Królowa Nanny i Marzanna są do siebie baaardzo podobne. Łączą je nie tylko dynie. Dynia to ulubione warzywo uprawne mojej Siostry. Latem relaksuje się obserwując jak rosną. Wymyśla dla nich specjalne płotki i tyczki. Na bieżąco informuje nas ile, jakie rodzaje i jak duże rosną. A jesienią ... czekamy na coroczną imprezę dyniową.
Ale hobbystyczna uprawa dyń, cukinii, kwiatów i w ogóle ... to nic. Nie ma rzeczy której moja siostra nie potrafiłaby zrobić. Tu przy renowacji fotela dynie przydają się jako dociski po przyklejaniu gąbki.
![]() |
| źródło: https://reko-czyny.blogspot.com/2021/01/odnawianie-starego-fotela-na.html |
Meble wszelkiej maści, dywaniki i podusie. Poniżej zdjęcie poglądowe. Wszystko co na nim to wytwory "DIY" z materiałów z odzysku jej autorstwa.
Jest tylko jedna rzecz, która ją w tym rękodziele irytuje. Dzieje się tak, gdy ktoś wejdzie na jej bloga i zada pytanie: za ile podjęłaby się renowacji np. fotela uszaka. To prawdziwy afront. My sist - zawodowo wysokiej klasy specjalista, bynajmniej nie w dziedzinie rękodzieła, nie po to prowadzi po godzinach bloga, żeby szukać sobie klientów. Blog jest po to, by krok po kroku, każdy sam mógł zrobić sobie to i tamto, przy okazji czerpiąc z tego radość. Tu link do bloga, który bije rekordy popularności wśród majsterkowiczów:
Marzena robi wszystko z potrzeby serca, daje starym rzeczom nowy blask. Co rok tworzy rękodzieło na aukcje WOŚP. Wtedy jej salon zamienia się w centrum logistyczne wysyłki wylicytowanych cudności. Podziwiam przy tym jej wielkiej cierpliwości Małżonka.
Tu moje wylicytowane w tym roku rzeczy. Dostałam reprymendę, że powinnam licytować na innych aukcjach, bo przecież dla mnie może i tak zrobić. Pytaniem zagadką jest jak ona na to wszystko znajduje czas ...
Myślę, że w ten sposób wyraża swoje uczucia i troskę dla nas i dla świata. Upcykling to słowo klucz, z akcentem na dbałość o środowisko naturalne.
Nie sztuka zrobić narzutę na drutach czy dywaniki ze szmatek. To wszystko musi być z surowców z odzysku: starych T-shit-ów, sprutych swetrów.
Świat mojej siostry to prawdziwy kosmos. Gdy wytwarza, słucha podcastów, rozmów, debat. Jej horyzont zainteresowań jest i tu nie do okiełznania.
Ostatnio, gdy czytała moją książkę, zakwestionowała ilość jajek sprzedawanych przez Olcię Pułkownikowej Romanowej. Przesłała mi uwagę, że nośność kur na początku XX była trzy razy mniejsza niż obecnie i niepodobna, aby nasza Prababcia w swoim gospodarstwie miała tygodniowo aż taki uzysk jaj. Wszystko trzymało się kupy i zmieniłam w tekście pół kopy na tuzin.
Ostatnio moją siostrę pasjonują bursztyny. Już od lat na aukcje WOŚP wytwarza bombki z drobinek, które własnoręcznie zbiera na Wyspie Sobieszewskiej.
Wyspa to jej szczęśliwe miejsce. Gdy byłyśmy tam razem podziwiałam jej cierpliwość w szukaniu wśród patyków drobinek bursztynu. Po pewnym czasie zniecierpliwiona poszłam na spacer. Gdy wróciłam była już przy niej grupka młodych adeptów na bursztynowych poławiaczy.
Siostra we wszystkim co robi jest prawdziwa i sprawcza. Pewnie to tak do niej przyciąga.
Ale laurkę jej na te okrągłe urodziny odmalowałam.
Ma jeszcze jedną zaletę. Od urodzenia jest moją oddaną Przyjaciółką i jak Królowa Nanny z Ludu Maronów wyprowadza z życiowych opresji.
P.S. Historię o Królowej Nanny przeczytałam w fantastycznie wydanej publikacji "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek" autorstwa Eleny Favili i Francesci Cavallo w tłumaczeniu Ewy Borówki, wyd. Debit, Katowice 2017










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz