Stories of Tita

14 lipca 2026

Opowieści z Wystawy "Boznańska" w Muzeum Narodowym



Zdjęcie powyżej to widok pięknie wyeksponowanego dzieła "W oranżerii" Olgi Boznańskiej, które to znajduje się na wystawie stałej Warszawskiego Muzeum Narodowego.
Oprowadzający nas po wystawie czasowej Paweł Mrozowicz przyznał, że Galeria Narodowa po latach postarała się i nareszcie doceniła Olgę Boznańską i pozwoliła, aby jej prace królowały wśród płócien takich mistrzów jak Chełmoński, Malczewski czy Gierymski.
No właśnie jak będziecie w Muzeum, to ważne by po wystawie czasowej udać się właśnie na wystawę stałą.
Ale przejdźmy do opowieści usłyszanych przy oprowadzaniu od Pawła Mrozowicza.
Wystawę rozpoczyna seria portretów samej Boznańskiej.


Na uwagę zasługuje portret autorstwa Wandy Chełmońskiej. Była ona po ojcu utalentowaną malarką i prywatnie przyjaciółką Boznańskiej. Z obrazu spogląda malarka znająca swoją wartość z pękiem pędzli. Być może jest to odpowiedź na pogardliwe uwagi Kazimierza Sichulskiego, który skomentował twórczość Boznańskiej: "Co ma baba do pędzla!".
Trzeba bowiem wiedzieć, że pod koniec XIX i początkach XX -stego wieku ciągle jeszcze uważano malarstwo jako domenę męską. Kobiety chcące studiować sztuki piękne musiał płacić wielokrotnie większe czesne niż mężczyźni. Pokutowało również wiele przesądów, jak na przykład ten, że namalowanie przez kobietę męskiego aktu grozi jej bezpłodnością.
Na przeciwległej ścianie widzimy wystawione na kracie prace Boznańskiej - te rzadko eksponowane. Są to w większości portrety.



Boznańska uważana jest bowiem za mistrzynię portretu psychologicznego. Miała ona ponoć wyjątkową umiejętność wnikania w psychikę modela. Co w połączeniu z dyskrecją prawdziwej damy pozwalało Malarce tworzyć obrazy pełne elegancji, umiaru i prawdy o portretowanej osobie.
Sama o swoich pracach mówiła, że są uczciwe, bez blagi, nie ma w nich małostkowości i maniery. Pisała: "Są ciche i żywe i jak gdyby je lekka zasłona od patrzących dzieliła. Są w swojej własnej atmosferze."
Większość prac malowała na kartonach, bo choć znała swoją wartość, to jednak nie miała głowy do interesów. Niektórzy wykorzystywali tę słabość i kupowali dzieła prosto z pracowni za bezcen. 



Nigdy nie pozbyła się jednak portretu swego narzeczonego Czajkowskiego. Mimo zerwanych przez niego przyrzeczeń obraz zawsze wisiał w pracowni artystki. Na zdjęciu powyżej wskazuje go Paweł Mrozowicz. 
Przy okazji zwróćcie uwagę na kosz z warzywami na obrazie obok.



Żywość barw na żywo jest dużo bardziej oszałamiająca niż na zdjęciu niestety - to trzeba po prostu zobaczyć i poczuć.
Boznańska malowała również swoje autoportrety. Poniżej widzimy trzy z nich.


 Ten środkowy, najradośniejszy, namalowała tuż po śmierci ojca. Znawcy i biografowie Boznańskiej twierdzą, że widać na nim ulgę i są podejrzenia, że nieudane życie osobiste malarki, być może spowodowane było przemocowym charakterem ojca. Są nawet teorie, że obie z siostrą były molestowane. Dość, że do końca swych dni Boznańska odznaczała się pruderyjnością i ubierała się jakby była w ciągłej żałobie.
Z pruderyjnością związana jest jeszcze inna historia. Spójrzcie na obraz poniżej znajdujący się na wystawie stałej.


      
Jest to portret córek zarządcy kamienicy, którą Olga z siostrą odziedziczyły po ojcu.
Musicie uwierzyć na słowo, że róż ich sukienek mieni się w realu tysiącem iskierek. Ale wprawne oko zauważy, że coś tu zostało przemalowane. Otóż, późniejszy mąż jednej z dziewczynek, również malarz, domalował sukienkę tak aby nie było widać kolan żonki i jej siostry. O jeżyszku! Ale to były czasy...
Wróćmy jednak do największego, również gabarytowo, dzieła Boznańskiej czyli "W oranżerii" .  


  Podobno został namalowany pod wpływem poezji Maeterlinck'a, a szczególnie jego wiersza "Cieplarnia". Wiersz i obraz ma być symbolem duszy człowieka.
Dzieło ma wyrażać poczucie duchowego osamotnienia, rezygnacji i melancholii. Tytułowe "cieplarnie" to metafora duszy odciętej od świata, która cierpi z powodu nadwrażliwości, marazmu i marzycielstwa. Boznańska dużo wysiłku włożyła by nadać żywości cieplarnianym kwiatom. Jakby chciała zapytać czy pomogą kobiecie wyrwać się do z zaduchu oranżerii.



No to jeszcze na koniec wiersz Maeterlinck'a. Może pobudzi nas podobnie jak Boznańską.

Cieplarnia

O cieplarni pośród lasów!
I te drzwi twoje na zawsze zaparte!
I wszystko to, co się znajduje pod twoją kopułą!
I pod mą duszą w twoich analogiach!

Myśli głodnéj królewny,
Nuda żeglarza w pustyni,
Muzyka instrumentów miedzianych pod oknami nieuleczalnych.

Idźcie ku kątom najbardziej wystygłym!
Rzekłbyś, kobieta zemdlona w dzień żniwa,
Pocztylioni są na dziedzińcu gospody,
W dali przechodzi łowca łosiów, który został dozorcą chorych.

Przypatrzcie się przy świetle księżyca!
(Och, nic tam nie jest na swojem miejscu!)
Rzekłbyś, kobieta szalona przed sądem,
Statek wojenny z rozwiniętemi żaglami na kanale,
Ptaki nocne na liliach.
Dzwon pogrzebowy w południowej porze
(Tam pod temi dzwonami szklanemi!),


Postój chorych na łące,
Zapach eteru w dzień słoneczny.
Mój Boże! mój Boże, kiedyż będziemy mieli deszcz,
I śnieg, i wiatr w cieplarni!

Tłumaczenie: Zenon Przesmycki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz