Opowieści z Gibraltaru
Trzeciego dnia naszej andaluzyjskiej wyprawy postanowiliśmy zwiedzić Gibraltar. Cóż z daleka prezentuje się on, według mnie, najlepiej. Z praktycznych informacji warto zaznaczyć, że mimo iż jest to zamorska posiadłość Wielkiej Brytanii, to nie potrzebujemy tam żadnych dodatkowych pozwoleń na przejście punktu granicznego. Wystarczy polski dowód osobisty.
Tuż przed wjazdem na maleńki półwysep z olbrzymią skałą znajdują się dwa duże parkingi. Aby wejść lub wjechać należy przekroczyć punkt graniczny i dokumenty są dość dokładnie sprawdzane. Następnie czeka płatny autobus, który podwozi turystów do centrum bądź na tzw. Market. Jedzie on do centrum około 20 minut i ma się wrażenie, że Gibraltar to całkiem spora metropolia. Tu stary ratusz i ostatni przystanek w centrum.
Ale do rzeczy, co mnie tak gnało na Gibraltarską Skałę? Oczywiście naczytałam się, że jest ona tak naprawdę jednym z tzw. Słupów Herkulesa (Heraklesa w mitologii greckiej) czyli krańcem świata starożytnego. Drugi taki słup - kolumna znajduje się po przeciwnej części Cieśniny Gibraltarskiej w Maroko w Ceucie. Heros postawił ponoć własnoręcznie słupy po tym jak rozdzielił góry, aby przecisnąć się do innego już świata. Jak wiemy Herakles był synem samego Zeusa i śmiertelnej kobiety Alkmeny. Był więc półbogiem o nadludzkiej sile. Nic dziwnego, że Hera była o syna z nieprawego łoża bardzo zazdrosna i często doprowadzała go do furii. Niestety w napadzie takiego szału Herkules zabił własne dzieci i żonę. Ta ludzka tragedia była później odkupiana niekończącą się pokutą, którą znamy jako dwanaście prac Herkulesa. Z wszystkich tych zdawałoby się niemożliwych do realizacji zadań ponad siły heros wychodził zwycięsko. Słupy Herkulesa w Cieśninie Gibraltarskiej związane są z 10 - tą z prac czyli uprowadzeniem wołów Geriona. Aby tego dokonać Herkules musiał udać się na zachodni kraniec świata do Geriona właśnie, potężnego olbrzyma o trzech ciałach, mieszkającego na wyspie Erytei. Podczas swojej podróży zmagał się z wieloma przeciwnościami – musiał przekroczyć nieznane ziemie, zmierzyć się z dzikimi bestiami - dwugłowym psem Ortrosem, który strzegł stada i pokonać niebezpieczne przeszkody. Na koniec zmierzył się z samym Gerionem. Pokonał go strzałą zatrutą jadem hydry. Zdobycie wołów było jednak dopiero początkiem trudności. Herkules musiał je poprowadzić przez Hiszpanię, południową Francję, Italię i morza, co zajęło wiele miesięcy. Po drodze znowu toczył wiele walk. Do dziś widocznym śladem jego zwycięskiego powrotu z krańca świata są właśnie Słupy - brama do Europy.Niestety nie dane nam było stanąć na gibraltarskiej skale i spojrzeć w dal na północne wybrzeża Afryki. Powód był prozaiczny - remont kolejki tam prowadzącej. Nie myślcie, że nie podjęliśmy próby podejścia z tzw. buta. W końcu dzielny Herkules był nam przykładem. Bardzo długo w plątaninie zaniedbanych uliczek, prowadzących w górę wspinaliśmy się po skale.pokonując niejedne strome schody.
Było nawet dość romantycznie i aromatycznie ze względu na kwitnące na początku marca dzikie frezje.
Dość, że po godzinie marszu napotkaliśmy śmiałków, którzy schodzili po nieudanej próbie zdobycia skały. Skutecznie zniechęcili nas do dalszego trekkingu, a byliśmy już dość wysoko.
Dość, że po godzinie marszu napotkaliśmy śmiałków, którzy schodzili po nieudanej próbie zdobycia skały. Skutecznie zniechęcili nas do dalszego trekkingu, a byliśmy już dość wysoko.
Nie zobaczyliśmy więc słynnych małpek i Jaskini Świętego Michała, ani pomnika postawionego na cześć Generała Sikorskiego. Ale za to czekając na autobus powrotny nawiązaliśmy liczne kontakty z tubylcami i turystami. Tubylcy - młodzi chłopcy zapewnili nas, że zdobycie skały pieszo jest możliwe, ale czasochłonne (trzy - cztery godziny). Turyści wracający z tzw. Marketu wyrazili swoje rozczarowanie. Podobno to już nie to wolnocłowe targowisko co drzewiej bywało ;)
To na koniec jeszcze kilka ciekawostek dla ciekawskich. Skąd nazwa Gibraltar (dżiblartar po angielsku). Otóż, pochodzi ona od "dżebel", co po arabsku oznacza: góra i arabskiego zdobywcy tego miejsca Tarika - tar. Stąd to właśnie, pod słupami Herkulesa, Arabowie mający na swoich usługach Maurów rozpoczęli podbój Hiszpanii.
Gibraltar to półwysep o powierzchni tylko sześciu kilometrów kwadratowych. Potężna wapienna skała o wysokości ponad 400 metrów, zajmująca połowę jej powierzchni i sprawia, że Gibraltar zawsze był twierdza nie do zdobycia. W czasie II wojny Anglicy niesamowicie ufortyfikowali skałę. Jest ona ponoć podziurawiona jak dobry szwajcarski ser. W licznych tajnych tunelach, magazynach i schronach nagromadzono wówczas zapasów pozwalających na przetrwanie niejednego długotrwałego oblężenia.
A historia tego maleńkiego Półwyspu jest rzeczywiście burzliwa.
Jak w końcu znalazł się w rękach Brytyjczyków?
Otóż, udało im się to co nie udało się Napoleonowi. W 1805 roku niedaleko Gibraltaru pod Trafalgarem rozegrała się francusko-brytyjska bitwa morska. Zginął w niej Admirał Nelson, ale Brytyjczycy wygrali. Liczni polegli pochowani zostali na miejscowym cmentarzu. A pokojem w Utrechcie w 1808 roku Półwysep dostał się bezterminowo w ręce Anglików i tak trwa do dziś.
Wracając, już po hiszpańskiej stronie, wzrok nasz przykuł pomnik innych cichych bohaterów Gibraltaru czyli tysięcy robotników hiszpańskich, budujących infrastrukturę Półwyspu.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz