Opowieść o sędziowskiej niezawisłości z "Listów z Nieba" Stanisława Vincenza
Natknęłam się ostatnio na artykuł Macieja Jońca zatytułowany "O sędziowskiej niezawisłości". Ach, jakże się zdziwiłam, że Profesor Prawa Maciej Jońca czyta Vincenza. Pisząc o fundamencie państwa prawa czyli niezależnych sądach cytuje Stanisława Vincenza, ale posłuchajcie krótkiego fragmentu artykułu...
Pięknych przykładów godnych naśladowania zachowań nie brakło i wśród naszych rodaków. Stanisław Vincenz zachował w pamięci dwóch ciekawych braci. Otóż „jeden z nich, jako nadradca w Samborze, prowadził właśnie rozprawę, gdy woźny, z polecenia prezydenta sądu prosił go, aby przyszedł powitać, wraz z całym gronem sędziowskim, jego ekscelencję pana ministra, który przybył z Wiednia. Sędzia odpalił cierpko: »Proszę, niech ekscelencja raczy przyjść do sali rozpraw, jeśli ma ochotę! Wstęp wolny dla każdego«. Jego brat, także sędzia, którego adiutant cesarski w umyślnej wizycie prosił o informacje co do jednego śledztwa, dając do poznania, że dworowi cesarskiemu na niej zależy, wstał gwałtownie i stając na baczność zawołał służbowo: »Jako cesarski i królewski porucznik rezerwy jestem w każdej chwili na rozkazy jego cesarskiej mości, a jako sędzia śledczy w imieniu jego cesarskiej mości, mam obowiązek prowadzić sprawę tajnie, bez żadnych względów i względzików«. Dworski generał łagodził z koleżeńskim humorem: Aber Herr Oberleutnant, warum denn so ungemütlich? (Ależ panie poruczniku, dlaczego zaraz tak szorstko? – przyp. M.J.)”[2]. Żadnemu z „aroganckich” braci nie spadł włos z głowy.
S. Vincenz, Na wysokiej połoninie. Nowe czasy. Księga druga. Listy z nieba, Sejny 2004, s. 463.
P.S. Cały artykuł Macieja Jońca znajdziecie tu:
Polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz