Legenda o Zaklętym Zamku na Górze Królowej Bony w Starej Łomży
![]() |
| Widok z Góry Królowej Bony na rozlewiska Narwi / zdjęcie własne |
Jako małe dziewczynki, spędzając wakacje u Dziadków, często chodziłyśmy na Górę Królowej Bony. Wchodziłyśmy na nią od strony źródełka, o którym krążyły niesamowite historie. Źródełko faktycznie sączyło się pod górą i to był to dla nas wystarczający dowód na prawdziwość legendy, którą wówczas w Starej Łomży znał chyba każdy.
Dawno, bardzo dawno temu, wokół Łomży roztaczała się nieprzenikniona i pełna tajemnic puszcza. Były w niej brodate tury, drapieżne rysie i kudłate niedźwiedzie. Ludzie bali się zapuszczać w jej głąb, bo wiadomo: nie tylko zwierzęta zagrażały tam człowiekowi... Nad wodami topielice, czesząc na słońcu swe bujne włosy, czyhały na nieostrożnych, aby wciągnąć ich w głębinę. Płomienne latawice i potworne upiory spragnione były krwi ludzkiej, a słowa zaklęć wiedźm i czarownic w czyn się zamieniały.
W puszczy tej, na górze, tuż przy Narwi, niedaleko wsi Szur, stał mocny zamek. Mieszkała w nim, z córką jedynaczką Królowa. Stary Król sprowadził ją jako księżniczkę z dalekiej nadmorskiej krainy, pojął za żonę, a umierając powierzył jej rządy nad państwem. Chciwa władzy i bogactwa Królowa otoczyła się ludźmi o śniadej twarzy, czarnych jak węgiel oczach i kruczych włosach, z którymi często odbywała praktyki tajemne. To też dziwne rzeczy działy się w zamku... Królowa miała zwyczaj przywoływać do posług wiejskie dziewczęta. Kazała im zamiatać pokoje, a śmiecie zabierać jako zapłatę, ostrzegając, aby się nie oglądały, gdy będą wychodziły z zamku. Te, które usłuchały ostrzeżenia, po przyjściu do domów, znajdywały w fartuchach pieniądze. Te zaś, które oglądały się po za siebie, zamiast pieniędzy, wysypywały węże i żaby.
Na przeciwległych wzgórzach Narwi - tam gdzie teraz wieś Kalinowo, stał drugi zamek, należący do brata Władczyni. Królowa przez chciwość zapragnęła zawładnąć jego majętnościami. W tym celu podstępem zwabiła go do zamku i kazała przywiązać do dzikiego konia. A ten ciągnął go po górach i lasach, tak że Księciu śmierć stawała w oczach. Na szczęście w przyległej wsi Siemieniu odważny wieśniak zatrzymał konia i oswobodził księcia, za co został wynagrodzony dyplomem szlacheckim, ziemią i różnym dobrem.
Oburzony postępkiem Królowej lud zaczął się burzyć i żądać, aby zrzekła się władzy na korzyść brata, a gdy żądania stawały się coraz natarczywsze, Królowa kazała zapakować wszystkie swe skarby i szykowała się do odjazdu w rodzinne strony. Córka królowej za nic nie chciała rozstać się z rodzinną ziemią i ludem, którego bardzo ukochała.
Gdy nadeszła chwila wyjazdu zamknęła się w swej komnacie nie chcąc wyjść, pomimo próśb i gróźb matki. Gniewna i zapalczywa Królowa przeklęła zamek tak, że wraz z Królewną i skarbami zapadł się on w ziemię.
Jedynym śladem po zamku pozostały na wierzchołku góry, drzwi żelazne, przywalone ciężkim głazem.
Szeroko po kraju rozeszła się wieść o zaklętym zamku. Wielu odważnych rycerzy próbowało nieraz odwalić kamień, wejść do lochu i zawładnąć skarbami. Lecz ile razy, po wielkich trudach, udało im się za dnia ten kamień odwalić, to w nocy złe siły wtaczały go z powrotem na górę.
Pewnego razu przybył w tutejsze okolice młody rycerz, który nigdy nie skalał swego honoru krzywdą bliźniego i któremu obcą była żądza bogactwa. Słysząc o zaklętym zamku wzruszył się bardzo losem Królewny i zapragnął całą siłą młodej swej duszy oswobodzić ją od więzów zaklęcia. Nie zwlekając, zaraz następnego dnia, ruszył ku miejscu, na którym stał zamek. Zmrok już zapadał, gdy stanął przy kamieniu okrywającym drzwi żelazne, które zamykały tajemnicze wejście do zamku. Pomimo zmęczenia, śmiało przystąpił do odwalenia głazu. Noc całą stracił na ciężkiej pracy, a gdy ukazały się pierwsze promienie świtu, olbrzymi głaz z wielkim łoskotem stoczył się z góry aż hen w nurty Narwi.
Przez ciemne krużganki, przejścia i liczne komnaty, pełne wszelkiego dobra, szedł Rycerz, szukając Królewny. Tuż przy skarbcu, napełnionym złotem i perłami znalazł dziewczynę ubraną w przebogate szaty. Była w śnie głębokim, więc ostrożnie ujął ją w ramiona i wyniósł na światło dzienne. A gdy promienie słońca padły na królewnę, zarumieniło się jej liczko, lecz dalej pozostawała w uśpieniu. Dopiero, gdy Rycerz wycisnął na jej koralowych ustach gorący pocałunek - otworzyła oczy i dźwięcznym głosem wyszeptała słowa podzięki i ofiarowała wybawcy swą rękę.
Uszczęśliwiony młodzieniec sprowadził ją po przez gąszcze głogów do podnóża góry. Tu przypomniał sobie, że oprócz sławy nic nie posiada, co mógłby ofiarować królewnie i wtedy komnaty pełne skarbów stanęły mu przed oczami i jego też opanowała żądza bogactw. Złożył więc Królewnę na lśniącej szmaragdem trawie, a sam wrócił do podziemi po skarby.
Skoro tylko przestąpił progi lochu, dał się słyszeć podziemny grzmot i huk straszny. Runęły sklepienia murów i pogrzebały pod sobą Rycerza na zawsze, a miejsce, gdzie stał zamek zapadło się jeszcze głębiej w ziemię.
Osamotniona królewna gorzko zaczęła płakać, a z każdą łzą coraz bardziej nikła i gdy ostatnia kropla spadła na ziemię dziewczyna rozwiała się w mgłę, którą uniósł wiatr.
Do dziś w tym miejscu jest źródełko. Mówią, że to łzy zaklętej Królewny. Ponoć pojawia się tam stale żabka i jeśli znajdzie się odważna dziewczyna, która ją pocałuje, to żabka zamieni się w dzielnego Rycerza.
P.S. Pamiętam, że jako małe dziewczynki zarzekałyśmy się nawet, że jeśli spotkamy tam jakąś żabkę to mowy nie ma o całowaniu ;)
Nasze wspomnienie eskapad i nawet pracę na wykopaliskach archeologicznych opisałam kiedyś tu:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz