Coraz mniej entuzjastycznie podchodzę do spontanicznych wyjazdów, ale taki z powodów rodzinnych to zupełnie inna sprawa. I tak na szybko zaplanowaliśmy nasz wyjazd do Luxemburga. I tu od razu polecajka. Jeśliby chcielibyście dojechać w miarę szybko i tanio, a przy okazji coś zwiedzić i przeżyć degustację belgijskich piw to wybierzcie lot do Brukseli i z opcją samochód. Dojedziecie stamtąd sprawnie do Luxemburga, po drodze odwiedzając wiele malowniczych zakątków belgijskiej Walonii znanej z tajemniczych legend.
Tuż za lotniskiem warto wstąpić do Abbey de Floreffe. To stare opactwo, które jak większość w Belgii warzyło również piwo.
Obecnie jest to miejsce dość podupadłe. Tu fasada kościoła z niszczącą ją roślinnością.
Ze znajdującego się nieopodal tarasu można jednak podziwiać takie widoki na dolinę Mozy.
Widoczne zielone łąki, służą młodzieży uczącej się obecnie w opactwie zamienionym na szkołę.
Z drugiej strony kościoła znajduje się zresztą boisko do koszykówki, którego strzeże posąg Maryi z Dzieciątkiem - dosłownie w rogu boiska.
A w samym kościele znajdują się uczniowskie szatnie i prysznice. To wszystko wraz z innym posągiem Maryi z Dzieciątkiem bez głowy budzi dość dojmujące uczucia.
Na szczęście nieopodal znajduje się miasteczko Dinant, które w realu wygląda nawet lepiej niż w turystycznych folderach.
Nad miastem góruje cytadela, przy której Katedra Notre Dame wydaje się być kolosem. A tu na pierwszym planie Charles de Gaulle pilnie strzeże mostu. Choć lokalna legenda wspomina o Sierżancie Rybaku - duchu, który strzegł mieszkańców przed niebezpieczeństwami związanymi z rzeką. Według legendy, gdy nadchodziła burza, Sierżant Rybak ukazywał się na brzegu Meuse, wzywając do zachowania ostrożności.
Widoczne na moście saksofony związane są z inną realną i żyjącą tu osobą. Urodził się w Dinant Adolph Sax twórca tego instrumentu. Warto zajrzeć do domu w którym mieszkał i tworzył. Dziś znajduje się tam maleńkie otwarte dla wszystkich muzeum. Wyczytałam tam, że....
Będąc w Dinant koniecznie trzeba zajrzeć do Maison Leffe. W dawnym zakonie Trapistów od XIII wieku produkowane jest słynne belgijskie piwo Leffe. Polecam to miejsce na degustację i medytację jednocześnie.
Warto również z Maison Leffe spojrzeć z tamtejszego dziedzińca na panoramę miasteczka z innej perspektywy.
Prawdziwą perłą Dinant jest jej XII wieczna Katedra Notre-Dame, z pięknymi witrażami.
Dinant słynie również ze swojego miejsca mocy. Jest nim skała Rocher Bayard. Ta spektakularna formacja skalna majestatycznie wznosi się w dolinie Mozy, a jej unikalny kształt podkowy i imponujące rozmiary sprawiają, że jest to prawdziwy skarb natury. Według legendy skała powstała w wyniku potężnego uderzenia kopytem konia Bayarda, należącego do czterech synów Aymona. Od tego czasu Bayard Rock jest uważany za symbol siły i odwagi.
Zamek Walzin obecnie znajduje się w rękach prywatnych i niemożliwe jest jego zwiedzanie. Wierzcie mi jednak, że warto nawet w niesprzyjającej aurze wybrać się w jego okolice na spacer i posłuchać szeptów okolicy.
Podobno Zamek ma również swoją Białą Damę. Duch tajemniczej kobiety, ponoć w noc pełni księżyca przechadza się po murach zamku. Mówi się, że jej pojawienie się zwiastuje zbliżające się nieszczęście, ale niektórzy twierdzą, iż niesie ona też ze sobą przesłanie nadziei i odrodzenia.
My żadnych zjaw nie dostrzegliśmy, ale może dlatego, że pędziliśmy do Luksemburga. Naszym celem było spotkanie tam pewnego 30-latka w dniu jego urodzin. Była to niespodzianka, więc Jubilat na nasz widok zareagował jakby zobaczył ducha. Dostarczyliśmy wiele cennych ksiąg i emocji.
Mój syn to prawdziwy miłośnik piwa. Stąd może historia, która przypomniała mi się w Dinant, gdy postawiono przed nami trzy puchary Leffe o różnych kolorach i aromatach.
Barman zwrócił się do niego:
- Wie pan, piwo byłoby lepsze gdyby zamawiał pan kolejno po jednym kuflu.
- Tak wiem, ale mam dwóch braci - jednego w Stanach, a drugiego w Australii. Kiedy się rozstawaliśmy, obiecaliśmy sobie, że właśnie w ten sposób będziemy pili guinnessa, pamiętając jeden o drugim. Dwa pierwsze kufle są dla moich braci, a trzeci dla mnie.
- Jaki wspaniały zwyczaj- powiedział poruszony barman.
Irlandczyk zaczął regularnie przychodzić do pubu.
Jenak któregoś dnia zamówił tylko dwa kufle. Zauważył to nie tylko barman, ale i inni bywalcy pubu. Kiedy więc mężczyzna podszedł do baru, barman powiedział:
- Proszę przyjąć wyrazy najgłębszego współczucia.
- Nie, nie, wszystko w porządku - rzucił Irlanczyk. - Wstąpiłem po prostu do kościoła mormonów i musiałem skończyć z alkoholem.











.jpg)
.jpg)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz