Stara bajka "Mrozik"
.jpg) |
| Ivan Bilibin /źródło: https://www.meisterdrucke.pl/wydruki-artystyczne/Ivan-Yakovlevich-Bilibin/769556/Ilustracja-do-bajki-Morozko |
Mróz ostatnio trzyma i nie chce ustąpić. Warto więc przypomnieć sobie starą słowiańską baśń, w tym klimacie właśnie.Dawno, dawno temu, żył sobie dziad. Miał on drugą żonę. Dziad miał córkę i baba miała córkę.
Wiadomo, jak się żyje pod macoszą ręką: dobrze robisz – biją, źle robisz – biją. A cokolwiek uczyni córka rodzona głaszczą po głowie i chwalą: mądra dziewczyna!
Pasierbica bydło poiła i karmiła, drwa i wodę do izby nosiła. w piecu paliła, chatę zamiatała – i to wczesnym świtem. Niczym babie nie dogodzisz – wszystko nie tak, wszystko źle.
Wiatr poszumi i ucichnie, ale jak się starucha rozgdacze, długo nie zamilknie. Na koniec wymyśliła macocha, jak się pozbyć pasierbicy.
– Wywieź ją, dziadu – oznajmiła mężowi – gdzie chcesz, ale żeby jej tu moje oczy nie widziały! Wywieź ją do lasu, na trzaskający mróz.
Zasmucił się stary, zapłakał. Ale cóż było robić! Baby nie przegadasz, Zaprzągł konia.
– Siadaj na sanie, córko miła.
Powiózł nieszczęsną w las, zepchnął w zaspę pod wielką sosną i odjechał.
Siedzi dziewczyna pod sosną, drży, ziąb ją przejmuje. Nagle słyszy – nie opodal Mróz w sosnach potrzaskuje, skacze z sosny na sosnę, poskrzypuje. Znalazłszy się na sośnie, pod którą siedziała dziewczyna, spytał:
– Ciepło ci, dzieweczko?
– Ciepło, Mrozie, ciepło, ojczulku.
Mróz jął niżej złazić, mocniej potrzaskiwać, poskrzypywać.
– Ciepło ci, dzieweczko? Ciepło ci, pięknotko?
A w niej ledwie się duch kołacze.
– Ciepło, Mrozie, ciepło, ojczulku.
Jeszcze niżej zlazł Mróz, mocniej zatrzeszczał, głośniej zachrzęścił.
– Ciepło ci, dzieweczko? Ciepło ci, pięknotko? Ciepło ci, serdeńko?
A dziewczyna już tak skostniała, że ledwie wargami porusza.
– Ach, jak ciepło, Mrozie miły!
I użalił się Mróz nad nieszczęsną, ciepłą szubą sobolową ją otulił, puchowymi kołdrami ogrzał.
A tymczasem macocha stypę już szykuje, piecze bliny i wrzeszczy do męża:
– Ruszaj, stary wieprzu, przywieź córkę, żebyśmy ją pogrzebać mogli!
Pojechał stary do lasu, a dojechawszy do sosny, widzi, że siedzi pod nią jego córka – wesoła, rumiana, w sobolowej szubie, w złocie, srebrze, a obok stoi skrzynia z bogatymi darami. Uradował się stary, bogactwa wrzucił do sań, córkę też posadził i wrócił do domu.
A tam starucha piecze bliny, pies zaś szczeka pod stołem:
– Hau, hau, tamta w złocie, tamta w szubie, a tej nie chce nikt poślubić!
Rzuciła mu starucha blin i powiada:
– Źle szczekasz! Szczekaj tak: „Moją junak wnet poślubi, tamtą w lesie zły mróz zgubił!”
Zjadł pies blin i znowu swoje:
– Hau, hau, tamta w zlocie, tamta w szubie, a tej nie chce nikt poślubić!
To mu bliny rzuca starucha, to go tłucze, a pies ciągle to samo…
Nagle skrzypnęły wrota, otwarły się drzwi i do izby weszła pasierbica – w złocie, w srebrze, lśni jak zorza. A za nią wnosi ojciec wielka, ciężką skrzynie. Spojrzała starucha, ze zdumienia aż ręce rozłożyła.
– Zaprzęgaj, stary wieprzu, drugiego konia! Wieź moja córkę do lasu, posadź w tym samym miejscu…
Posadził stary żoniną córę na saniach. Zawiózł do lasu w to samo miejsce i w zaspę pod sosną zwalił.
Siedzi dziewucha, zębami szczęka. A po lesie Mróz potrzaskuje, przeskakuje z sosny na sosnę, ku dziewczynie spoziera.
– Ciepło ci, dzieweczko? – pyta.
A ona na to:
– Oj, zimno! Nie skrzyp, nie trzaskaj, Mrozie!
Niżej począł złazić Mróz, mocniej potrzaskiwać, głośniej poskrzypywać.
– Ciepło ci, dzieweczko? Ciepło ci, pięknotko?
– Oj, nogi przemarzły, ręce przemarzły. Odejdź, Mrozie.
Jeszcze niżej zlazł Mróz, mocniej naparł, zatrzeszczał, zachrzęścił.
– Ciepło ci, dzieweczko? Ciepło cię pięknotko?
– Oj, zupełnieś mnie przemroził. Zgiń, przepadnij, przeklęte mrozisko!
Rozgniewał sie Mróz i tak ją ułapił, że zamarzła dziewczyna na kość.
Skoro świt posyła starucha męża do lasu:
– Zaprzęgaj, a chybko, stary wieprzu, ruszaj po córę, w złocie ją przywieź i srebrze.
Stary pojechał. A pies pod stołem szczeka:
– Hau, hau, tamtą w lesie zły Mróz zgubił, a tę junak wnet poślubi!
Rzuciła mu starucha pieroga.
– Źle szczekasz! Szczekaj tak: „Tamta w złocie, tamta w szubie …”
A pies swoje:
– Hau, hau, tamtą w lesie zły Mróz zgubił…
Skrzypnęły wrota. Rzuciła się stara córce na powitanie. Patrzy, a dziewczyna leży w saniach martwa. Zapłakała baba, ale było już za późno.
P.S. Bajka pochodzi ze zbioru: Alonuszka Rosyjskie Baśnie Ludowe, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989, tłumaczenie: Stanisław Czaja
A tu malunki mrozu na moich oknach, jakby kiedyś trzeba było wnukom udowadniać -15 C za dnia ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz