Stories of Tita

14 maja 2026

Opowieści z Kadyksu



Do Kadyksu najstarszego ponoć miasta w Europie dotarliśmy późnym popołudniem. Wjechaliśmy niesamowitym mostem wznoszącym się znacznie ponad poziom wody. Łatwo było dostrzec, że niegdyś ta ludzka osada mogła rzeczywiście być wyspą.
Ale do rzeczy, udowodniono, że Kadyks założyli Fenicjanie około 1100 lat p.n.e. Z historycznych przekazów wiadomo również, że mieściła się tu słynna świątynia- wyrocznia punickiego boga Melquarta. Po zajęciu miasta przez Greków boga tego zaczęto utożsamiać z Herkulesem. Posunięto się nawet do tego, że dziesiątą pracę Herkulesa „uprowadzenie trzody Gerona”, przypisano okolicom Gadir, a zabicie Gerona nastąpilo ponoć właśnie w Gadir. Mieszkańcy Kadyksu twierdzą też, że „słupy Herkulesa” to nie żadna Ceuta (po afrykańskiej stronie) i Gibraltar, tylko dwie kolumny, które ostały się ze świątyni Merquarta-Herkulesa zniszczonej w pierwszym wieku.
Dziś Kadyks jest ciasno zabudowanym urokliwym starym miastem z wąskimi uliczkami.
Jednak najważniejszym chyba miejscem jest monumentalna Katedra ze swoją złotą kopułą.



Dotarliiśmy tam deptakiem (Paseo Maritimo de Càdiz) wśród tłumów celebrujących 1-go marca ostatni dziesiąty dzień Kadyksowego karnawału nazywanego Carnaval Chiquito. 



Atmosfera na ulicach była tak radosna, żeby nie powiedzieć rubaszna, że wprowadziło mnie to w nie lada skonfundowanie. Trudno było uwierzyć w ten cały karnawał skoro Środa Popielcowa wypadała w tym roku 18-go lutego. Poprosiłam nawet małżonka, aby dopytał, czemu teraz karnawał skoro jest już Wielki Post. Od bardzo wesołej grupy staruszków usłyszeliśmy: A kto by tam się przejmował postem.
Dla równowagi psychicznej zaszłam również do Kolegiaty znajdującej się na prawo od Placu Katedralnego. Tam zastałam wszystko co upewniło mnie, że jednak mamy post.


  
Trzeba przyznać, że Hiszpanie lubują się w ekstremalnych emocjach. Ich lalkowe figury mnie napełniają jakimś bliżej nieokreślonym lękiem.
No cóż, kadyksowa huśtawka od profanum do sacrum mocno dała mi się we znaki. Zaraz po wyjściu z kościoła natrafiliśmy na następną śpiewającą i przebraną, tym razem, za niemowlęta grupkę. Śpiewali baaardzo nieprzyzwoite piosenki. Tu króciutki filmik.




Nic dziwnego, że następnego dnia musieliśmy odetchnąć od zgiełku miasta. Świetnym na to sposobem okazał się spacer do Castillo de San Sebastián, o którym krążą legendy, że był kiedyś świątynią Kronosa. Do Twierdzy San Sebastián prowadzi długa kamienna droga - Calle Duque de Najera



 która jest dodatkową atrakcją, a widoki na głębię Oceanu Atlantyckiego w takich romantycznych okolicznościach zapierają dech w piersiach.



W przeciwieństwie do widoku stąd na panoramę miasta i Castillo de Santa Catalina po drugiej stronie Kadyksu. Ktoś nie pomyślał i pozwolił na zbudowanie pośrodku ponad dziesięciopiętrowego szpetnego wieżowca.
Nieopodal znajduje się również budynek niedziałającego dziś kąpieliska (Balneario Nuestra señora de la Palma y del Real). Miejsce to było tłem filmu o Jamesie Bondzie „Śmierć nadejdzie jutro”. Kadyks „zagrał” w filmie Hawanę. 
Po trzydniowym intensywnym zwiedzaniu i widokach na bezkres oceanu zamarzyliśmy, by jak najszybciej dotrzeć do naszego hotelu na odludziu. Kusiła też piękna nazwa tej części hiszpańskiego wybrzeża: Costa del Luz - Wybrzeże Światła.
Udaliśmy się więc nieopodal w rejon Chiclana de la Frontiera do kurortu Novo Sancti Petri, by chłonąć całe światło tej najbardziej na południe wysuniętej części Hiszpanii.  


Niestety, już po pierwszym spacerze pogoda sprawiła nam psikusa i skończyliśmy rozwiązując krzyżówki na na tarasie ;)


 No cóż, nie można mieć w życiu wszystkiego. Byłoby za idealnie ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz