Stories of Tita

8 marca 2026

Legendy z Kordoby

Mezquita w Kordobie o 8.30 rano 28 lutego 2026 - zaraz po otwarciu bram


Naszą wyprawę po Andaluzji zaczęliśmy od Kordoby. Zajechaliśmy tam wczesnym wieczorem i w żaden sposób nie mogliśmy znaleźć miejsca do parkowania. Już w hotelu zrozumieliśmy dlaczego. Otoż spaliśmy pod samą Mezquitą na końcu dawnej dzielnicy żydowskiej. 
Warto jednak było zostawić auto kilometr przed i przejść się tajemniczymi uliczkami starego miasta. Najpierw doszliśmy do wielkiego Placu - Plaza de las Tendillias. W jego centrum znajduje się pomnik Wielkiego Kapitana czyli Gonzalo Fernándo de Córdoby - rycerza i stratega zasłużonego w budowie nowoczesnej armii hiszpańskiej w XV wieku. Krążyła pewna legenda miejska, że głowa jeźdźcy - Wielkiego Kapitana, jest podobizną najsłynniejszego terreadora z Kordoby. Podobno jednak modelem miał być organista z pobliskiego kościoła. Faktem jest, że głowa rzuca się w oczy, jako że wykonana jest z marmuru i tym samym kontrastuje z brązem całego posągu.


 Tu jeszcze panował zgiełk, który na szczęście cichł w miarę jak zbliżaliśmy się do wąskich uliczek dzielnicy żydowskiej. 



Wieczór był piękny, zbliżała się pełnia księżyca, a uliczki ... zresztą zobaczcie sami.



W tym miejscu wiedzieliśmy, że do naszego hoteliku mamy tylko 30 metrów. Postanowiliśmy więc uczcić fakt prawie dotarcia fantastycznymi churros con chocolate. 
I wtedy zderzyliśmy się z murem okalającym Mezquitę. 



A nasz hotelik naprzeciw miał takie patio.


Następnego dnia punktualnie o 8.30 wyszliśmy stąd i otworzyły nam się wrota do Mezquity czyli słynnego Meczetu i Katedry pod jednym dachem. Ten mix i przepych obu kultur i religii robi niesamowite wrażenie. Przede wszystkim niezliczone kolumny


i przepiękne typowe 
łuki w kształcie podkowy, typowe dla średniowiecznej  architektury mauretańskiej.


 Wszędzie czyste piękno misternej pracy 


No i katedra wbudowana w wielki meczet


Z wrażenia prawie zapomniałam, że z kolumnami w Mezquicie związane są dwie legendy. Jedna mówi, że pod pewną czarną znajduje się droga do samego piekła. Małżonek z pomocą Pani przewodniczki znalazł ją błyskawicznie. Tu pod brama do piekieł, ponoć;)


Łatwo ją zlokalizować, bo jako jedyna, obudowana jest szklaną tubą. Podobno, gdy
 przy skrobaniu kolumny wydziela ona siarkowy zapach, znak piekielnego pochodzenia. Pewnie dlatego została obudowana. Jest to bardziej ochrona przed turystami niż oparami piekielnymi. 
A obok inna kolumna tzw. skazańca...


  
Do dziś widać na niej wyskrobany paznokciem przez przykutego tam nieszczęśnika krzyż. Dowód, że kropla drąży skałę, a paznokieć rzeźbi marmur ;)



W Kordobie miłośnicy opowieści nie mogą ominąć Plaza de los Capuchinos. Znajduje się tam krzyż otoczony latarniami, który ponoć każdej nocy odwiedzany jest przez zakapturzonego mężczyznę. Jego stopy nie dotykają ziemi, a gdy dochodzi na plac  pada do stóp Chrystusa. Legenda głosi, że szuka pocieszenia i odkupienia. W przewodniku wyczytałam, że ten plac jest symbolem wiary i kultury Kordoby i nadal stanowi źródło inspiracji i odkrywania mistycznego wymiaru miasta. 



Ja również znalazłam na tym skromnym placyku mnóstwo cudów. 
Pierwszy w Kościele Santo Angel. Świątynia z zewnątrz bardzo minimalistyczna skrywa taki piękny ołtarz. Myślę, że Anioł przypominający trochę kobietę to jednak Archanioł Rafał - patron Kordoby. Zapiski z XVI wieku mówią, że podczas epidemii cholery miejscowemu księdzu pięć razy miał ukazać się Święty Archanioł Rafael, objawiając, że uratuje miasto. Tak też się stało. Nikt nie wiedział czemu tak nagle epidemia wygasła. Ksiądz Roelas, ponoć, był człowiekiem mocno stąpającym po ziemi i skrytym. Jego zapiski z objawień odkryto dopiero 25 lat po jego śmierci. 



Zaraz za kościółkiem San Angel znajduje się prześliczny zaułek, poświęcony Świętemu Franciszkowi i Matce Bożej. Jako, że każda Maryja w Hiszpani ma swoją unikatową nazwę. Ta tu widoczna również. Jest to Nuestra Seńora de la Paz y Esperanza. Oba te słowa razem pobudzają we mnie jakieś tkliwe uczucia. Może dlatego, że spokój i nadziei tak nam dziś potrzeba.



A tam nieopodal maleńka kapliczka świętego Franciszka (widoczna na lewo od krzyża).  Szkiełko było pokryte kroplami rosy i stąd taki efekt widoczny na zdjęciu



W ogóle Kordoba jawi mi się teraz jako trochę takie anielskie miasto. Wszędzie można spotkać Archanioła Rafała, w postaci posągów czy ołtarzy chroniących mieszkańców i przybyszy. 




Tu na moście rzymskim, spotkaliśmy go zaraz po przybyciu i tak jak pisałam, dalej już było tylko coraz piękniej... Patron Kordoby i patron podróżnych czuwał nad naszymi zachwytami ...
we dnie


i w nocy 




ach ... 


P.S. To na koniec jeszcze jedna Leyenda de la Mulata de Cordoba - para aprender Espańol :)
Ale to chyba z innej Cordoby, tej meksykańskiej. 


   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz